Narkomani i Chrystus
Data dodania: 15 września 2010, 12:43:18
ISBN: 83-7097-466-X
Krótki opis:
Ta książka nie jest dziełem ukończonym i może nigdy nim nie będzie. Wydarzenia, o jakich piszę, są jak układanka "puzzle", w której brakuje wielu elementów. Czasem nie ma kilku klocków między niebem a ziemią... Czytelnik znajdzie w niej historie z dworca i z klasztoru, opowieści oraz świadectwa ludzi pogubionych i tych, którzy odnaleźli w życiu swoją drogę.
Fragment:
Grzegorz
Dokładnie i powoli nabieram do pompki brązowy płyn. Przekładam przez nogi pasek od spodni Aniołka tak, aby zrobić pętlę i zacisnąć ją powyżej łokcia lewej ręki.
Trudno trafić w żyłę gdy przypala się samemu. Kilka razy wbijam igłę. Wyjmuję. Czekam. Jestem trochę podenerwowany. Robię głęboki wdech.
Wreszcie udaje się. Krew jest ciemnoczerwona. Pomału maleje zawartość strzykawki. Mrówki ogarniają najpierw mózg, później całe ciało. Kark sztywnieje. Wreszcie czuję ulgę. Wyjmuję igłę. Wszystko faluje, kołysze się. Jest mi dobrze.
+ + +
Grzegorz przebudził się na dworcowej ławce. Czuł tępy ból w karku.
- O cholera, przestało kopcić.
Wyjął papierosa i zapalił. To wzmaga działanie narkotyku. Spojrzał na zegarek. Była siódma rano.
- O cholera, już chyba na mnie nie czekają.
Zaciągnął się, wstał z ławki i pomaszerował w stronę chaty Teda. Trzy kilometry. Zastał wszystkich. Na wpół przytomni, z rozdętymi policzkami od hery, harczący i kaszlący snuli się po podłodze.
- Jesteś potrzebny – bełkotał Gebels. – A właściwie nie ty jesteś potrzebny, ...to jest, żebyś się zmył stąd i przy okazji zabrał towar i opchnął w Empiku.
I głowa mu opadła. Grzegorz chwycił go za włosy i próbował wydobyć ciąg dalszy, lecz oprócz kilku pomruków, Gebels nic nie był w stanie wypowiedzieć. Stanął na czworakach i zwymiotował wypitą wcześniej wodę.
- Która godzina? – spytał Kamel Grzegorza odgarniając z oczu włosy.
- Powiedz mi Kamel co znów Gebels wymyślił z tym Empikiem.
- Nie krzycz! Ja nic o tym nie wiem.
I znów przymknął oczy zapominając, że pytał przed chwilą o godzinę. Grzegorz zdjął buty i postawił je na środku pokoju. Przez jakiś czas próbował skupić się nad lekturą Orwela, ale po chwili rzucił książkę, wstał, przeszedł do kuchni i zaczął penetrować szafki w poszukiwaniu towaru. Znalazł prawie sto centymetrów sześciennych.
- O rany, skąd oni tyle tego wytrzasnęli!
(...)