0001-0707-niebo_zmudzinski_b_sml_120

Niebo jest w nas

Autor:  Wojciech Żmudziński
Gatunek: Proza
Wydawca: Ośrodek Odnowy w Duchu Świętym
Data wydania: 2010
Data dodania:  15 września 2010, 12:26:52
ISBN: 978-83-61803-09-6

Krótki opis:

Królestwa Bożego nie należy szukać w górze ponad chmurami ani też poza naszym wszechświatem. Do Nieba nie idzie się dopiero po śmierci. Jest ono blisko każdego z nas, w naszym sercu i na wyciągniecie ręki. Wystarczy otworzyć ramiona aby w napotkanym człowieku odkryć Chrystusa i układać z Nim swoje życie z pogubionych po drodze puzzli. W mojej książce zatytułowanej „Niebo jest w nas” pragnę wyciągnąć dłoń ku Czytelnikowi, by dotknąć jego serca i podzielić się moim doświadczeniem Bożej miłości.

Fragment:

Na dworcu kolejowym

 

Była godzina piąta. Słońce czekało jeszcze ze wschodem na znak sekundnika. Pociąg wjeżdżał powoli na gdyński dworzec. W kuszetce było tak gorąco, że otworzyłem na korytarzu okno, by zaczerpnąć świeżego, pachnącego torami i morzem powietrza. Zaschnięte gardło marzyło o łyku mocnej kawy. Zarzuciłem na ramię podręczną torbę i szturchając raz jedną, raz drugą ścianę, powlokłem się do drzwi wyjściowych. Byłem pierwszy. Gdy tylko pociąg zaczął hamować, szarpnąłem z całej siły metalową klamkę. Ani drgnęła. Poczekałem, aż wagon się zatrzyma. Teraz drzwi poddały się z łatwością. Wysiadłem i pomogłem babuleńce targającej walizę o wielkości komody. Dalej jej nie poniosę. Niech czeka na rodzinę, która obiecała się nie spóźnić. Jeszcze kilkadziesiąt kroków do dystrybutora kawy. Jeszcze kilkanaście. Teraz schodami w dół. I już jest. Sięgam do kieszeni po bilon i liczę: pięćdziesiąt groszy, sześćdziesiąt, osiemdziesiąt… Cholera. Za mało. Sprawdzam w drugiej kieszeni. Ani grosza.
– Panie, daj pan złotówkę na wino – usłyszałem za plecami.
– Sam nie mam na kawę. Widzi pan? – pokazuję mu 80 groszy. – Zabrakło mi dwudziestu groszy.
– Dwadzieścia groszy panu ku… brakuje? To ja 20 groszy panu ku… dam.
– Niech pan da sobie spokój. Jakoś sobie poradzę. W końcu panu też brakuje.
– Jak mi ku… brakuje, to sobie ku… załatwię. Spuszczę komuś wpierdol i będę miał ku… złotówkę. Masz pan ku… 20 groszy i napij się.
Wetknął mi w dłoń dwudziestogroszówkę i poszedł. A ja, trochę zaskoczony, napiłem się upragnionej kawy.

 

Ze mną było podobnie

 

Na stronie internetowej, na której umieściłem historię z gdyńskiego dworca, pojawił się komentarz siostry zakonnej, która opowiedziała o podobnym zdarzeniu ze swojego życia, które również miało miejsce na dworcu w Gdyni.

„Kilka lat temu, zajęta swymi myślami, wracałam z onkologii dziecięcej. To była moja pierwsza wizyta w tym miejscu. Bardzo ją przeżyłam i nie zdawałam sobie sprawy, że płaczę. Próbowałam zrozumieć, czego chce Bezdomny, który stanął nagle przede mną i coś do mnie mówił. Po dłuższej chwili domyśliłam się, że chodzi o pieniądze – włożyłam rękę do kieszeni, aby wygrzebać jakąś monetę, ale On zrezygnował i z dziwnym wyrazem twarzy odszedł…Wtedy zorientowałam się, że policzki mam mokre od łez. Wyjęłam chusteczkę i próbowałam doprowadzić się do porządku. Nagle ktoś wcisnął mi w dłoń dwa złote. Podniosłam wzrok i zobaczyłam Znajomego, który przed chwilą chciał ode mnie pieniędzy. Przytrzymał jeszcze moją rękę i wyjaśnił: Wy tam w klasztorze też nie macie za dużo, niech siostrzyczka kupi se herbatę. Uśmiechnęłam się niepewnie, a Pan na odchodnym dorzucił: Jakby czego siostrzyczka potrzebowała – to nima sprawy…”

Komentarze (0)

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się